Ukraina jesiennie …

pani aniela

Przełom września i października tego roku na Ukrainie słoneczny, momentami upalny. Ciepłe swetry i kurtki zapakowane do plecaków okazały się niepotrzebne. Pogoda na Kresach, osobliwie we Lwowie – jak zawsze – nie do przewidzenia. Nasze przedwyjazdowe plany, rzetelnie spisane w nie aż tak cienkim zeszyciku, udało się zrealizować być może w 80% – jak zazwyczaj do setki nie dobrnęliśmy. Sedno naszych wyjazdów na Ukrainę – spotkania z podopiecznymi. Jak zawsze, tak i tym razem spotkaliśmy się z wieloma osobami, które znamy od lat, które znamy od niedawna, jak również z tymi, których wcześniej nie poznaliśmy osobiście / Polacy już objęci pomocą fundacji/. Na miejscu mogliśmy  zweryfikować nowe, kolejne prośby. W miarę możliwości – potrzebujących wsparliśmy niewielkimi kwotami, zależnie od potrzeb. Środki przeznaczone na leczenie, zakup leków, opłaty czynszowe, itp. Sytuacja na Ukrainie nie uległa żadnej poprawie. Wciąż najtrudniej jest osobom starszym, emerytom, rencistom, zwłaszcza gdy pojawi się choroba. Po wyborach minimalnie wzrosły pensje / renty, emerytury/, ale równocześnie ceny żywności, mediów, leków – poszybowały w górę. Odwiedzając naszych podopiecznych, najczęściej słyszeliśmy o zawrotnej cenie ziemniaków – 16 uah – ok. 3 zł za 1 kilogram. Przeciętna pensja 250-300zł. Ratunkiem jest popularna ,,hreczka,, czyli kasza gryczana, kupowana okazyjnie, taniej – na bazarach. Niewiele zmieniło się w temacie leczenia i leków. Bardzo drogie lekarstwa oryginalne, a te ukraińskie – podrobione. Kto może, kupuje tylko te importowane choć po jednym listku. W szpitalach za wszystko trzeba zapłacić, o czym kolejny raz mogliśmy przekonać się osobiście. Lekarz nie podejdzie do chorego, jeśli ten nie zasygnalizuje, że ma przy sobie gotówkę. Podczas pobytu w szpitalu chorym wypisuje się leki ze wskazaniem, w której aptece na terenie szpitala mają zrealizować recepty. Odwiedziliśmy m.in. ppDymidów – oboje chorzy onkologicznie, po drodze pojawiła się potrzeba  operacji zaćmy u p.Edwarda. Gdyby nie środki pożyczone u rodziny, gdyby nie częściowa pomoc fundacji, jak powiedziała p.Luba – ,,siedzielibyśmy w domu, czekając na koniec,,. I tak po kolei. Gdzie nie uderzyć, gdzie nie zapukać – tam najczęściej bezradność. We Lwowie spotkaliśmy Władka Michaliszyna ze Stanisławowa  – kolejny kurs rehabilitacji. Chłopiec robi duże postępy, jest bardzo kontaktowy, sympatyczny i muzykalny), ale i w tym temacie rodzice muszą sobie radzić sami – kredyty, pożyczki, znajomi. Trudna codzienność, to co w Polsce proste i oczywiste – tam skomplikowane i dla nas często niepojęte. Ukraina jest państwem, gdzie wszystko jest ,,po zakonach,, czyli wg prawa / zgodnie z prawem, jednak w praktyce realia są zupełnie inne. Odwiedzając jedną z podopiecznych usłyszeliśmy opowieść, jak to jej prawie 80-letnia mama została potrącona przez auto. Była już prawie na chodniku, kiedy wjechała w nią terenówka . Kobieta przeszła ciężką operację, ma wstawione metalowe szyny, łączące kości i już na pewno do pełni sił nie wróci. Sprawcą wypadku okazał się adwokat, który powiedział wprost, że jeśli oddadzą sprawę do sądu – na pewno przegrają i poniosą duże koszty administracyjne. Do ręki dał 5 tys uah – ok. 800zł, podczas gdy sama operacja i związane z nią procedury zsumowały się w kwoty kilkunastokrotnie wyższe. Tu standardowo wykorzystane zostały środki odłożone na pochówek,  także rodzina musiała zapożyczyć się u krewnych i znajomych / było to dwa lata temu, kiedy nasza podopieczna nie miała jeszcze kontaktu z fundacją/. Itd, itp. Podsumowując – przekazujemy najserdeczniejsze pozdrowienia od naszych podopiecznych, którzy – tam widać to szczególnie mocno – cenią każdy gest życzliwości i dobroci, szczerze dziękują za pamięć o nich.

wladek michaliszyn
władek michaliszyn we lwowie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *