20.Pomóżmy pani Czesi, Kołomyja [stanisławowskie] -pani Czesia zmarła 13-go czerwca 2015

Zwracamy się z prośbą o pomoc dla Czesławy Ozgi mieszkającej z Kołomyi. Pani Czesława po nieudanym leczeniu stawu kolanowego w Kijowie, porusza się tylko w 5%, choruje również onkologicznie Na stałe potrzebne są leki artrozowe, p/bólowe oraz pampersy.  Dramatyczna sytuacja na Ukrainie, podwyżki cen na żywność, leki, gaz i opłaty czynszowe, powodują, że codzienność staje się walką o przetrwanie. Samotny rencista nie jest w stanie wykupić potrzebnych leków, które podrożały trzykrotnie. Jeśli ktoś chciałby pomóc pani Czesi, prosimy o wpłaty na konto fundacji, z dopiskiem – ,,Czesia Ozga,,

 

19.Pomoc dla parafii w Tartakowie [lwowskie] – zbiórka zakończona

 ks. MichułkaZ ks. Andrzejem Mihułką znamy się od wielu lat. Współpracowaliśmy, gdy był proboszczem w Nadwórnej na Pokuciu i podtrzymujemy kontakt teraz, gdy ks. Andrzej posługuje w Tartakowie – 80 km. od Lwowa. Początki parafii w Tartakowie sięgają XV wieku. Z czasem, kościół był rozbudowywany.
Od drugiej polowy XVIII wieku aż do końca XIX wieku opisano w księdze „Liber memorabilium kościoła tartakowskiego” 407 cudownych wydarzeń i łask nadprzyrodzonych, które otrzymali wierni w tym SANKTUARIUM za pośrednictwem Matki Bożej Tartakowskiej UZDROWICIELKI CHORYCH.
Od 1944 roku, władze komunistyczne zamieniły świątynię na kołchozowy magazyn zboża, a Cudowny Obraz siostry Służebniczki zabrały do Dębicy; od 1961 r. obraz znajdował się w Krakowie, a od 1965 roku do dnia dzisiejszego znajduje się w parafii Łukawiec koło Lubaczowa.
Z 1991 roku, kiedy to została na nowo zarejestrowana parafia rzymsko – katolicka w Tartakowie, wspólnota zaczęła starania o zwrot kościoła i dopiero w 2003 roku przekazano bardzo zniszczoną świątynię naszej parafii.

8 stycznia 2004 w prywatnej kaplicy na Watykanie Ojciec Święty Jan Paweł II poświęcił i ukoronował kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Tartakowskiej.
Obecnie trwają prace związane z wymianą awaryjnego dachu i inne prace remontowe, konieczne w odbudowie zniszczonego kościoła. Jeśli ktoś chciałby wesprzeć to dzieło, prosimy kierować wpłaty na konto fundacji, z dopiskiem – Tartaków”

18.Pomoc dla pani Ani i jej wnuka [Lwów] – pomoc stała – marzec 2017

Pani Ania Denisiuk z 15-letnim wnukiem Romkiem (Gęsiorskim) mieszka na Łyczakowie. Wychowuje i opiekuje się chłopcem sama. Mama dawno temu, wyjechała do Włoch i tam została, a ojciec synem nie interesuje się. Babcia z wnukiem żyją w bardzo trudnych i skromnych warunkach – jedno pomieszczenie – a w nim kuchnia i pokój. Romek w tym roku skończył 9-tą klasę w szkole nr 10, w zeszłym – zaczęły się u niego problemy ze zdrowiem. Wielokrotne konsultacje medyczne nie przyniosły konkretnej diagnozy – a ból nie pozwalał na normalne funkcjonowanie. W ostatnim czasie Romek trafił do kompetentnego lekarza, który po dokładnych konsultacjach, stwierdził ostrą skoliozę i schorzenie reumatyczne. Zalecenie – najbliższe lata w gorsecie ortopedycznym. Gorset taki, jest robiony na zamówienie, a jego cena to 2500 – 3000 UAH – czyli ok.1300zł. Babcia Romka nie jest w stanie samodzielnie pokryć takich kosztów, na pomoc rodziców chłopiec liczyć nie może. Rodzina ta, wymaga poza tym kompleksowej pomocy w rodzaju żywności, środków chemicznych i odzieży. W 2014 roku, dzięki pomocy Ofiarodawców, udało się zrobić gorset dla Romka. Każdorazowo, kiedy odwiedzamy panią Anię i jej wnuka, widzimy, że jest im coraz trudniej, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Wciąż staramy się pomagać tej rodzinie.

Jeśli ktoś chciałby pomóc Polakom z Łyczakowa, prosimy o wpłaty na konto fundacji – z dopiskiem – ,,Ania i Romek,,

21 marzec 2017 – kilka dni temu pani Ania znalazła się w szpitalu – kardiologia; kiedy byliśmy u nich w lutym widzieliśmy, że jest bardzo słaba, ma skoki ciśnienia, jednak lekarza nie chciała…  W szpitalu pani Ania za wszystko musi zapłacić, jutro planowane jest prześwietlenie kręgosłupa – koszt 1300 uah – ok. 200zł

 

 

17. Pomoc dla parafii w Strzałkowicach [lwowskie]

Nadal pragniemy wspierać księdza Michała Bajcara, który z parafii gródeckiej, przeniósł się do Strzałkowic – 4 km od Sambora. Strzałkowice to wioska, która liczy sobie ponad 600lat. Do II wojny mieszkali tu sami Polacy. Obecnie parafia liczy 35 rodzin, posiadających polskie korzenie, rozmawiających po polsku. Strzałkowica parafia powstała w roku 1494 i była czynna do 1958 roku. Później w kościele Sowieci utworzyli magazyn kołchozowy. Ponownie Polacy odzyskali kościół w 1990 roku, sami odremontowali; jest to jedyne miejsce, gdzie nasi rodacy czują się gospodarzami. Ponieważ ilość parafian jest bardzo mała i są to przeważnie ludzie biedni, każda pomoc jest bezcenna… Jeśli ktoś chciałby wesprzeć parafię, prosimy o wpłaty na konto fundacji z dopiskiem – ,,Strzałkowice,,

25 kwiecień – na subkoncie jest 250zł – środki przekazujemy do Strzałkowic

16.Pomoc dla podopiecznych z Domu Starców we Lwowie-pomoc stała

Pani Emilia Gorodecka [fot.pierwsza z lewej] w lwowskim Domu Starców na Majorówce mieszka ponad dwa lata. Wcześniej żyła w suterenie, w centrum Lwowa, w bardzo trudnych warunkach rodzinnych i bytowych. To jedna z pierwszych Polek, jakie poznaliśmy we Lwowie. Kiedy pierwszy raz przyszliśmy na Głęboką, nie mogliśmy uwierzyć, że starsza osoba, wymagająca opieki i pomocy, żyje w takim położeniu. Mieszkanie poniżej parteru, ciemny korytarz, na jego końcu drzwi, prowadzące do kuchni, będącej i łazienką i sypialnią i pralnią. Za ścianą, w małym pomieszczeniu założonym kartonami i gazetami, żył psychicznie chory syn siostrzenicy pani Mili. Właściwie tylko tam spał, a dni spędzał w kuchni, razem z babcią. Potężny, agresywny i nieobliczalny, a ponieważ nie było pieniędzy na łapówki, lekarze wypisywali go ze szpitala, szybciej niż się tam pojawił. Panią Milę zawsze zastawaliśmy w kuchni. Czysta, pracowita i bardzo skromna. Wojowniczy Mikołaj, w przypływie ataków choroby, nie patrzył kogo lub co ma pod ręką. Wiele razy drobna staruszka miała pobitą głowę, twarz, czy złamaną rękę. To głównie ta sytuacja pokazała nam jak bardzo we Lwowie potrzebny jest dom opieki dla Polaków. Podjęliśmy starania w tym kierunku, jednak u nikogo nie spotkaliśmy zainteresowania tematem. W listopadzie 2011 roku, zastaliśmy panią Milę na korytarzu. Fioletowa twarz i strach, by wrócić do domu. Natychmiast powiadomiliśmy Józefitkę – siostrę Grażynę, która do czasu załatwienia miejsca w domu starców, zabrała Milę do domu, gdzie mieszkają siostry. Potem pani Mila trafiła do domu starców, a przychodząc do niej poznaliśmy nieco młodszą Polkę – Walę Pańczuk [na fotografii drugiej od lewej], która wzrok straciła w wieku 3 lat. Mieszkała we Lwowie, na ulicy Piekarskiej. W wyniku kłótni rodzinnej, babcia wyrzuciła dziewczynkę z balkonu. Wielokrotnie operowana głowa i całkowita utrata wzroku. Wala mieszkała w internatach dla niewidomych, ucząc się zawodu. Potem wyszła za mąż, urodziła się córka, która dziś mieszka w Rosji i nie utrzymuje z matką żadnego kontaktu. Na zewnątrz szorstka i chłodna Wala, w środku jest pełną ciepła osobą. Pomimo, że nie widzi, pomaga innym pensjonariuszom – leżącym, niezaradnym, również niewidzącym. Jej nadzieja – telefon od córki. W styczniu 2014r, zastaliśmy Walę w gipsie, ze złamaną nogą. Również w styczniu, poznaliśmy Piotra Pasternaka [fot środkowa], Polaka, pochodzącego  z Bóbrki. Piotr od urodzenia widzi w 3%, uczył się w szkole dla niewidomych na Ivana Franka we Lwowie; po jej ukończeniu, kilkanaście lat pracował. Gdy zmarła mama Piotra, nie mając innej rodziny, musiał zamieszkać na Majorówce. Nasze zdziwienie było ogromne, kiedy Piotr zaczął z nami rozmawiać piękną, staranną, jakby dowojenną polszczyzną. Sam zaproponował, by po polsku zakolędować. Piotr jest stosunkowo młody, urodził się w 1966r. Potrzebne są mu leki p/ciśnieniowe i p/epileptyczne. Poza tymi osobami, pomagamy również panu Bartłomiejowi Rudkiewiczowi – rocznik 1933 [trzecie zdjęcie].
Trudna codzienność w Domu Starców, skromne (wręcz głodowe) posiłki, samotność, wydzielone 200 hrywni – ok.70 zł z renty na zakup leków, środków chemicznych czy lepszej żywności. W paczkach staramy się przekazywać tym osobom najpotrzebniejsze rzeczy. Jeśli ktoś chciałby pomóc podopiecznym z Majorówki, prosimy o wpłaty na konto fundacji, z dopiskiem – ,,Dom Starców”

29-go lipca 2014 roku, zmarła jedna z naszych podopiecznych z domu starców – +pani Emilia Gorodecka. Miała 86 lat

14 październik – na subkoncie jest 60zł  17 grudzień – na subkoncie jest 140zł 12 styczeń – na subkoncie jest 170zł 19 luty – niewidomej Wali przekazaliśmy kuchenkę 2-palnikową – koszt 79zł oraz leki – zastrzyki i maść diclofenac, także żywność; żywność przekazaliśmy również Bartkowi Rudkiewiczowi; na subkoncie jest 70zł

Ze środków przekazanych na rzecz podopiecznych ds, kupiliśmy mikfofalówkę dla Wali / cena ok. 190zł / Było to jej wielkie marzenie… Serdeczne podziękowanie od Wali za kuchenkę, za przekazywaną żywność, leki, itp…

duchowka

 

 

 

 

 

 

Pan Bartek Rutkiewicz 7 lipca 2017 roku w domu starców zmarł Bartek Rutkiewicz.  Naszych podopiecznych  przyszliśmy odwiedzić 6go, pan Bartek był już w agonii. Samotny w pięciopiętrowym budynku. Dzień niezwykle upalny i duszny, pan Bartek rozpalony bez odbrobiny wody, bez zainteresowania ze strony personelu, nie mówiąc o pielęgniarce czy lekarzu. Poza potrzebami cielesnymi – w takim momencie – udało nam się /wakacje/ znaleźć księdza, który przyjechał z ostatnim namaszczeniem. Była również obecna Stasia Nowosad, opiekująca się od kilku lat Bartkiem. Potem próby odnalezienia grobu ojca pana Bartka na Janowskim – wspominał, że chciałby być pochowany z rodziną, co bez żadnych dokumentów okazało się niemożliwe.  Pogrzeb więc na Zbierance. Wcześniej kaplica na terenie ds, niczym kaplicy nieprzypominająca, najprostsza trumna ze sklejki, pod głową trociny. Pożeganie z księdzem z parafii św.Antoniego i grupą przyjaciół. Pogrzeb na cmentarzu w Brzuchowicach – słynnej Zbierance – miejscu zaniedbanym i zarośniętym chaszczami, ale tam miejsca są bezpłatne … Pan Bartek był wielkim patriotą, znającym doskonale literaturę i historię polską, posługiwał się piękną polszczyzną i w niewielkim tylko zakresie znał j.ukraińki. W domu starców spędził ponad 10 lat – trudnych niezwykle, ale wszystko przyjmował z pokorą i pogodą ducha…

 

15.Pomóżmy Jarkowi – zbiórka zakończona

Jarek Jonik ma 23 lata, pochodzi z Ciurupińska [woj.Cherson]. Niedawno skończył studia polonistyczne i niedawno też wykryto u niego guz na wątrobie o średnicy 5cm. Operacja jest zaplanowana na wrzesień, a będzie wykonana na Ukrainie. Jej koszt, to ok. 40 000 00 zł. Rodzice Jarka wystawili już na sprzedaż mieszkanie; rodzina nie ma innych możliwości, by zdobyć potrzebne środki na leczenie syna. Operacja odbyła się 2 września. Była bardzo ciężka i długa, ponieważ guz okazał się złośliwy, urósł do 8 cm. Jarka czeka długa rehabilitacja, być może chemioterapia, na pewno potrzebne będą specjalistyczne leki. Na Ukrainie pacjent za wszystko płaci sam.

Jeśli ktoś chciałby pomóc Jarkowi w dalszym leczeniu, wpłaty prosimy kierować na konto fundacji, z dopiskiem – ,,Jarek Jonik”

14.Potrzebna pomoc dla Sergiusza-zbiórka zakończona

Sergiusz Makaruk ma 43 lata, pochodzi z Szepetówki i od kilkunastu lat choruje na stwardnienie rozsiane.

Sergiusz wielokrotnie przyjeżdżał na obozy rehabilitacyjne do Radzynia k.Sławy, które były dla niego sporą pomocą. Dziś za sprawą najbliższej osoby – żony – Sergiusz jest osobą leżącą – zależną od innych, choć jak mówią lekarze – jego silny organizm jest w stanie wciąż walczyć z chorobą. Obecnie Sergiuszem opiekuje się mama, która robi wszystko, by utrzymać syna w jak najlepszym stanie. Sergiuszowi potrzebne są witaminy, a także leki w zastrzykach, pomagające w sm.

Jeśli ktoś chciałby pomóc Sergiuszowi, wpłaty prosimy kierować na konto fundacji, z dopiskiem – ,,Sergiusz”

13.Rozrusznik serca – pomoc dla pani Ludmiły-zbiórka zakończona

Ludmiła Kowal – Łuczyw – Lwów; pani Luda od kilku lat zbierała pieniądze na operację serca – rozrusznik. W międzyczasie onkologicznie zachorował jej brat i wszystkie środki zostały przeznaczone na jego operację [stomia]. Dziś pani Luda może liczyć tylko na ludzi dobrej woli; ze swej skromnej renty, nie jest w stanie opłacić zabiegu wstawienia rozrusznika, który we Lwowie kosztuje ok.5 tys złotych. Jeśli ktoś chciałby pomóc tej osobie, prosimy o wpłaty na nasze konto, z dopiskiek – ,,Ludmiła Kowal”

12.Pomoc dla Marty Chacko – pomoc stała/bardzo trudna sytuacja Marty

Marta Chacko – Lwów; jedna z naszych pierwszych podopiecznych. Marta urodziła się zdrowa, jako 3-letnie dziecko zachorowała na szkarlatynę; w wyniku powikłań – zachorowała na poliartryt – ma zablokowane stawy, tym samym niesprawne ręce i nogi. Na lwowskim Uniwersytecie skończyła germanistykę – tato codziennie nosił Martę na rękach na uczelnię.  Porusza się na stołeczku – tylko po domu. W 2012 roku zmarła mama Marty – jedyna opiekunka. Marta ma najniższą rentę na Ukrainie – okolice 1 tys hrywni, pracować nie może, zresztą dla takich ludzi jak Marta na Ukrainie pracy nie ma, nie ma też żadnego zainteresowania z zewnątrz. Marta – dobra, mądra, wrażliwa, uczynna, spragniona wszystkiego, co polskie. Wdzięczna, za wszystko co otrzyma, a przekazujemy jej środki chemiczne, kosmetyczne, żywność, również naturalną, odzież, suplementy diety wspomagające odporność. Wysyłamy polskie książki, czasopisma, itp…. Przekazujemy również środki materialne na opłaty czynszowe i inne…

Jeśli ktoś chciałby pomóc Marcie, prosimy o wpłaty na nasze konto, z dopiskiem – ,,Marta Chacko”

luty 2017 – Marta, oszczędzając gaz nie włączała ogrzewania, co spowodowało awarię rur w mieszkaniu /pęknięcie/. Koszt usunięcia awarii to ponad 3 tys UAH – zależnie od kursu ok. 440zl; Marta nie ma żadnych możliwości, by samodzielnie pokryć koszty remontu

27 luty – na subkoncie jest 350zł 9 marzec – na subkoncie jest 400zł – do Lwowa przekazujemy 250zł 4 czerwiec – na subkoncie jest 200zł, środki przekazujemy do Lwowa 28 sierpień – na subkoncie jest 75 zł

11.Uratujmy życie Romkowi

Romek Kaławaj ma 2,6 roku; pochodzi z Czyszek k.Mościsk. Urodził się zdrowy. Po pewnym czasie wykryto u dziecka bardzo rzadką chorobę – zespół moyamoya, powodujący niedrożność dużych tętnic wewnątrzczaszkowych, co prowadzi do niedokrwienia ośrodkowego układu nerwowego. Choroba, spowodowała u dziecka dwukrotnie udar mózgu i krwotok. W ostatnich dniach, chłopiec stracił wzrok. Jedyna szansa dla Romka, to operacja w Bostonie. Jej koszt – 100 tys. dolarów.

Pomoc dla Romka, prosimy kierować na nasze konto, z dopiskiem – ,,Romek Kaławaj”

Fundacja Charytatywna Pomoc Polakom na Kresach imienia Księdza Doktora Mosinga